JAROSŁAW CISZEK

Wariacje enigmatyczne

Reżyseria: Artur Tyszkiewicz     Teatr: Teatr Ateneum im. S. Jaracza w Warszawie
Data publikacji: poniedziałek, 02.02.2026

Ocena:   8/10

Wariacje enigmatyczne

Rozpoczynam serię recenzji spektakli warszawskich. Bilety były prezentem świątecznym dla mojej mamy, stąd kluczem doboru była lekkość i znane twarze w obsadzie (i oczywiście zgranie repertuarów). Na pierwszy ogień "Wariacje enigmatyczne" z Teatru Ateneum im. S. Jaracza w Warszawie, napisane przez Érica-Emmanuela Schmitta i wyreżyserowane przez Artura Tyszkiewicza.

Spektakl jest krótki (zaledwie 65 minut), acz intensywny aktorsko i emocjonalnie. Oto do żyjącego na odludziu wielkiego pisarza, laureata Nagrody Nobla, który wydał swoją najnowszą książkę, przyjeżdża na wywiad dziennikarz z niewielkiego pisma. Ich spotkanie to początkowo próba charakterów, ale szybko okazuje się, że stoi za nią coś więcej. I właściwie na tym należałoby poprzestać, by nie wejść w spoilery, które popsują nam zabawę. Ma bowiem ten spektakl kilka wolt, z których - by pozostać na ogólnikach - ta ostatnia podobała mi się najmniej. Wolałbym, by spektakl skończył się inaczej, lub po prostu wcześniej, z innym ciężarem gatunkowym. Jednak materiał literacki jest nieprzejednany, a Tyszkiewicz jako reżyser i znakomici aktorzy wyciskają zeń naprawdę sporo.

Choć uwielbiam Krzysztofa Tyńca, palmę pierwszeństwa muszę oddać grającemu Erika Larsena (dziennikarza) Grzegorzowi Damięckiemu. Ileż tam emocji, jak wiele początkowego zagubienia i cichych przekleństw pod nosem, jaka chwilę później pewność siebie w relacji z traktującym go początkowo z góry pisarzem Abelem Znorko. I ten krzyk, i te listy… Znakomita, naprawdę znakomita rola! Siedząc w pierwszym rzędzie i mając aktorów na wyciągnięcie ręki (dosłownie!), mogłem jeszcze lepiej docenić każdy grymas i gest. Rola Tyńca nie daje aż takich okazji do emocjonalnych wolt, przy czym odpowiednio prezentuje on swoją wyniosłość. Obaj tworzą duet, którego historię chce się śledzić, którego słucha się i obserwuje z zaciekawieniem chłonąc historię.

Spektakl bardzo dobrze równoważy rzeczy śmieszne z poważnymi, momenty wesołe i te naprawdę przejmująco dramatyczne. To historia i śmieszna, i straszna w swej istocie, a takie lubię najbardziej. Warto jeszcze pochwalić scenografię Joanny Zemanek uzupełnioną ogromnym ekranem. Wyświetlane na nim przed spektaklem morze szumi naprawdę kojąco. Polecam sprawdzić - morze i sam spektakl!

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: