Wyspa
Reżyseria: Eugenia Balakireva Teatr: Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
Data publikacji: poniedziałek, 16.03.2026
Ocena: 9/10
Czekałem na spektakl "Wyspa" w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie, by zobaczyć, co tym razem zrobi duet Eugenia Balakireva (tekst i reżyseria) i Krzysztof Zygucki (dramaturgia), który (w odwrotnej konfiguracji) zachwycił mnie spektaklem "Chłopacy" w Teatrze Śląskim. I choć jest odrobinę gorzej niż w Katowicach, znów otrzymaliśmy przepiękną, czułą i raz ciepłą, to znów lodowato zimną historię, w której bohaterowie są równie ważni, jak miejsce akcji.
Lubię taki teatr - lekko poetyzujący codzienność, ale nie popadający w nadmierne egzaltacje, bliski naszym codziennym problemom i pokazujący je z innej perspektywy, estetyzujący, ale nie popadający w samozachwyt, snujący się sennie, ale nie przeciągnięty nadmiernie i umiejący przykuwać uwagę. Teatr delikatny i subtelny. I choć nie umiem pozbyć się wrażenia, że opowieść więcej obiecywała, niż ostatecznie dała nam w rozwiązaniu, że można było nieco inaczej poprowadzić i rozwiązać dramaturgię pewnych scen (i zrezygnować z nadużywania tekstu z offu), to jedno jest pewne - wyszedłem z teatru z poczuciem ciepła na sercu.
Na scenie w Domu Machin, gdzie grany jest spektakl, niewiele mamy elementów scenografii - ot gumowy granulat niczym ziemia wypełniająca scenę, łóżko, stół, krzesła i pług, ale dokładając do niej projekcje wideo (Piotr Bontron) i piękne kostiumy wzorowane na ludowych, wschodnich haftach (scenografia i kostiumy: Jerzy Basiura) dostajemy widowisko wizualnie wysmakowane i dopieszczone. Przepięknie zagrały światła i półcienie (dzieło Moniki Stolarskiej), a całości dopełniła muzyka Władysława Szabana i choreografia Magdaleny Kaweckiej). W tej przestrzeni rozgrywa się opowieść o właściwej młodym chęci ucieczki do miasta, o miłości i folklorze, który domaga się opisania, wreszcie o wierze i pytaniach o obecność Boga i źródło cierpienia, a przede wszystkim o wsi, która za chwilę zniknie pod wodą wielkiego zbiornika (to stało się z rodzinnym, położonym na Białorusi miastem autorki). A może już znikła? Czas jest w tej historii umowny, a konkret im bardziej na niego patrzymy, tym bardziej rozmywa się, przestaje być ostry, wreszcie rozwiewa się zupełnie.
W ten niespieszny, refleksyjny teatr znakomicie wpisują się aktorzy. Palma pierwszeństwa należy się Wandzie Skorny, która nie tylko grą aktorską, ale także tańcem i śpiewem wznosi się na wyżyny i urzeka w każdej ze swoich scen. Znakomity jest także Karol Kubasiewicz jako Igor, tak aktorsko inny od swojej babci i mamy, tak naturalny, a jednocześnie wypełniony tonowanymi emocjami. No i ten taniec z ukochaną... Przepiękny! Wspaniała w roli babci jest Bożena Adamek, która ma w sobie tyle ciepła, jakby chciała zamknąć w swojej roli miłość i energię wszystkich babć świata. Krzysztof Zarzecki jako przybywający do wsi Damian jest z kolei postacią dziwną i tajemniczą i mam wrażenie, że rola budowana czasami nazbyt mocnymi środkami sprawia, że oczekujemy od postaci więcej, niż ostatecznie daje nam scenariusz. Ale niewątpliwie pasuje do roli (pozornie) innego, który staje się swoim. Aktorską ekipę dopełnia Marta Konarska w roli matki.
Mogę jeszcze tylko powtórzyć zdanie z niedawno oglądanych i recenzowanych tu "Chłopców z Placu Miarki" - są takie miejsca, które choć dawno przez nas opuszczone, wciąż pozostają w sercu i umyśle, z których nie da się wyjść, w których czas płynie inaczej, gdy wraca się do nich. Dobrze, że są spektakle traktujące to jako inspirację. "Wyspę" i obserwowanie teatralnego tandemu Balakireva-Zygucki serdecznie Wam polecam!
Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10
