JAROSŁAW CISZEK

Wyzwolenie

Reżyseria: Maja Kleczewska     Teatr: Teatr im. J. Słowackiego w Krakowie
Data publikacji: środa, 11.03.2026

Wyzwolenie

Czy jestem za głupi na "Wyzwolenie" Stanisława Wyspiańskiego oraz jego teatralną inscenizację wyreżyserowaną przez Maję Kleczewską (z dramaturgią Grzegorza Niziołka) w Teatrze im. J. Słowackiego w Krakowie? Całkiem możliwe... Kilka zdań refleksji, nie zwieńczonej gwiazdkową oceną, musi Wam tym razem wystarczyć.

Przyznaję się i mówię szczerze - przerosło mnie to niełatwe dzieło. Przerosło mnie, kiedy podchodziłem do lektury i kiedy oglądałem krakowską inscenizację. Czułem się trochę tak, jakbym oglądał spektakl po węgiersku. Przeczytałem sporo recenzji (rozpiętość od zachwytu po totalną krytykę), trochę opracowań samego dzieła i choć rozumiem założenia, to odbiłem się od ściany. Myślę, że może to spotkać część widzów, acz oczywiście nie zrażajcie się i sami sprawdźcie - ten spektakl już na starcie ma status kultowego, bo zamyka narodowy tryptyk, jaki Kleczewska wyreżyserowała w Teatrze Słowackiego (wcześniej były "Dziady" i "Wesele").

Sporo tu refleksji o narodzie i sztuce, sporo odniesień do polityki (narodowcy, debata polityczna, biskupi), sporo autonawiązań do "Dziadów" i "Wesela" (znam z opisów - nie widziałem tamtych spektakli), trochę popkultury (Joker z filmu Todda Phillipsa), acz tory mojej uważności (mimo wysiłku!) nie zbiegły się na dłużej ani razu z tymi, po których jechała cała ta teatralna maszyneria. Owszem - kilka razy przecięły lub przebiegały blisko. Wówczas mogłem zachwycić się na przykład znakomitymi wizualizacjami Krzysztofa Garbaczewskiego, które łapane kamerą i wyświetlane twarze zmieniały w trupie głowy, czy błędnym kręgiem (jeszcze dobitniejszym, bo pokazanym na schodach, które zdobywając wciąż znajdujemy się na początku). To dobry moment by pochwalić scenografię i światło (dzieło Justyny Łagowskiej) oraz warstwę muzyczną (Cezary Duchnowski), choć nieco mniej podobały mi się rytmiczne melorecytacje.

Nie sposób nie docenić aktorów, grających z dużą intensywnością i zaangażowaniem. Zapadli mi w pamięć przede wszystkim Lidia Bogaczówna oraz (jako główny z potężnego grona Konradów) Mateusz Bieryt, ale aktorsko dobrze wypadają wszyscy: Tomasz Augustynowicz, Sara Bieryt, Krzysztof Głuchowski, Dorota Godzic, Mateusz Janicki (w dublurze Paweł Smagała), Agnieszka Judycka-Cappuccino, Marcin Kalisz, Karolina Kamińska, Karolina Kazoń, Martyna Krzysztofik, Tomasz Międzik, Wojciech Skibiński, Natalia Strzelecka, Anna Syrbu, Rafał Szumera, Marta Waldera, Tomasz Wysocki, Katarzyna Zawiślak-Dolny.

To dobry moment by przypomnieć, że nie jestem teatrologiem, a tylko zwykłym, szarym miłośnikiem teatru, próbującym Was zarazić swoją pasją do sztuk scenicznych. Jak widać zdarza się, że mnie one przerastają. Nie poddaję się jednak i brnę dalej, ale zawsze jestem szczery wobec tych, którzy mnie czytają i oglądają. Nie będę udawał zachwytu, ani krytykował, bo coś było zbyt trudne - mówię jak jest i liczę na Wasze zrozumienie. I czekam na to, żebyście podzielicie się swoimi odczuciami z lektury i ze spektaklu.


Recenzja wideo:


Galeria: