JAROSŁAW CISZEK

Prezent

Reżyseria: Aneta Groszyńska-Kącka     Teatr: Teatr Komedia w Warszawie
Data publikacji: środa, 04.02.2026

Ocena:   4/10

Prezent

Ostatni z oglądanych przeze mnie warszawskich spektakli to "Prezent" z Teatru Komedia (w którym gościłem pierwszy raz) autorstwa Phila Olsona i w reżyserii Anety Groszyńskiej-Kąckiej. I choć poczucie humoru to sprawa bardzo indywidualna, a prezentowany tam humor jednym trafi w "kubki śmiechowe", a innym nie, to moim skromnym zdaniem nie jest to dobry spektakl. I to na kilku płaszczyznach.

Założenie nie jest odkrywcze, ale przecież wcale nie musi (zresztą nieźle bawi się konwencją, wymieniając inne tytuły o podobnym zamyśle) - oto córce, wracającej do rodzinnego domu, objawia się duch zmarłej matki, która musi załatwić jakąś sprawę, by móc liczyć na wieczne zbawienie. I tu zaczyna się problem, nikt nie wie bowiem co jest tą sprawą - może pojednanie córki z ojcem, może znalezienie jej męża lub rozbicie związku jej siostry? Ciężko po takim wstępie wymagać realistycznego teatru psychologicznego, nie mniej manieryczne i podkręcone role aktorów bywały naprawdę irytujące. Tym bardziej, że o ile pierwsza część w miarę spina się fabularnie, to w drugiej części odjazd autora od rzeczywistości wymaga już czegoś więcej, niż przysłowiowego "zawieszenia niewiary" (przy okazji jest też mniej śmiesznie, a bardziej… "telenowelowo"). Znów muszę też narzekać na chłopa przebranego za babę (Robert Ostolski jako sąsiadka, pani Norquist).

Problemem aktorskim w tym spektaklu jest nie tylko to właściwe farsom podkręcenie sposobu grania (co np. u grającej córkę-medium Agnieszki Skrzypczak sprawdza się nieźle i jej postać autentycznie da się lubić), ale także to, że postaci w zasadzie nie rozmawiają ze sobą, a papierowe dialogi nawet nie udają prawdziwej rozmowy, są raczej wygłaszane, jakby zabrakło elementarnej reżyserskiej pracy z tekstem. Prym wiedzie tu grający ojca Marek Kalita, który swoje teksty recytuje z powagą i patosem godnym Szekspira granego przed stu laty. Katarzyna Figura jako duch matki zdaje się grać swą rolę na autopilocie - jest poprawna, ale nic więcej, podobnie jak niemająca zbyt wiele do pokazania Paulina Holtz. Ciekawszą, niż się początkowo zapowiada, postacią okazuje się być siostra naszej wracającej do domu bohaterki - Brittney grana przez Julię Banasiewicz. Jest jeszcze obsadzony po amanckich warunkach Filip Lipiecki, który niestety nie może pokazać nic w stereotypowości i miałkości swojego bohatera. Nie wiem, czy dało się uratować ten raczej kiepski tekst, nie wprowadzając weń dużych zmian. Na pewno nie jest to teatr mający jakieś większe ambicje - ot czysta rozrywka. Jednak i na tym polu było różnie (choć uczciwie przyznaję, że większość publiczności zdawała się bawić znakomicie, a i mnie rozbawiły niektóre żarty). Generalnie jednak czuję raczej rozczarowanie.

Na koniec pochwała w stronę reżyserki - za pomysł na dźwięk przenikania ducha przez (nawet niewidoczne) ściany. Dobrze prezentowały się też kostiumy i scenografia - dzieło Zuzanny Markiewicz.

Jeśli przekonaliście się na podstawie moich innych recenzji, że nasze poczucie humoru jest podobne, to przykro mi, ale na "Prezencie" nie pośmiejecie się za dużo. Fanów zupełnie lekkiej i nieskrępowanej rozrywki odstraszyć mogą z kolei nudniejsze fragmenty, zwłaszcza w II akcie. Ale - jak zawsze - niech każdy przekona się sam, czy ten "Prezent" jest dla niego. Na pewno zdarzyło mi się oglądać gorsze spektakle i mniej śmieszne komedie. To wbrew pozorom całkiem sporo.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: