Seksmisja
Reżyseria: Paweł Szkotak Teatr: Teatr Polski w Bielsku-Białej
Data publikacji: poniedziałek, 05.10.2026
Ocena: 6/10
Ponad 40 lat po premierze moja ulubiona polska komedia, czyli "Seksmisja" Juliusza Machulskiego, trafiła na scenę Teatru Polskiego w Bielsku-Białej jako spektakl w reżyserii Pawła Szkotaka. Historię o dwóch mężczyznach, którzy zahibernowani trafiają do podziemnego, postapokaliptycznego świata, w którym znajdują się wyłącznie kobiety, zna chyba każdy, a teksty "ciemność, widzę ciemność" czy "kobieta mnie bije" weszły do języka potocznego. Czy ta sceniczna adaptacja mogła się udać? Byłem pełen obaw i nastawiony sceptycznie, a jednak choć spektaklowi daleko do ideału, działa lepiej, niż się spodziewałem.
Moje obawy były tym głębsze, że ten sam reżyser niespełna 2 lata temu przeniósł na bielską scenę inną klasyczną polską komedię, czyli "Poszukiwany, poszukiwana". Mocno krytykowałem tamten spektakl, choć generalnie widzom się on podoba i chyba właśnie tu dostałem najwięcej głosów polemicznych do recenzji. Tym razem jest lepiej, choć wplecenie w tok fabuły znanych polskich piosenek (zastosowane w obu spektaklach) dalej mnie nie przekonuje.
Zacznijmy właśnie od piosenek. Bielski zespół śpiewa wybitnie i same w sobie wykonania są albo bardzo dobre, albo wręcz znakomite. Co słyszymy? Między innymi "Aleją gwiazd" (Zdzisława Sośnicka), "Granda" (Brodka), "Wszystko się może zdarzyć" (Anita Lipnicka), "Wszystko, czego dziś chcę" (Izabela Trojanowska), "Centrala" (Brygada Kryzys), "Nikomu nie wolno się z tego śmiać" (Kobranocka), "Skłamałam" (Edyta Bartosiewicz) i "Takiego chłopaka" (Mikromusic). Totalny miszmasz. Problemem nie jest jednak repertuar, lecz sposób jego wykorzystania. Niestety piosenki nie posuwają akcji do przodu (a czasem stopują ją w dziwnych momentach). Ich dopasowanie jest... różne. Weźmy Brodkę, którą strażniczka śpiewa, wyprowadzając Maksa i Alberta z ich celi: "Nie polubię cię, jak powiedzieć prościej / Zbliżysz się o krok porachuję kości" brzmi dobrze i sensownie. Ale już "Nie polubię cię, twej koszuli pstrości" śpiewane wobec mężczyzny w beżowym drelichu trochę zgrzyta. Lamia po pierwszej ucieczce śpiewająca "Skłamałam" też niby pasuje, ale w sumie to bardziej oszustwo niż kłamstwo, a już chór staruszek wykonujący "Wszystko, czego dziś chcę" wywołał u mnie po prostu krindż. Chyba najbardziej przemówiło do mnie śpiewane z bezsilności przez Maksa wobec decydującej o ich przeszłości Rady "Piejo kury, piejo".
Głównym grzechem spektaklu jest jednak to, że nie ma nic nowego do powiedzenia wobec filmowego oryginału. OK, to komedia, jej celem nie musi być wyjaśnianie nam świata, jednak przez 40 lat temat relacji męsko-damskich mocno się zmienił, tymczasem spektakl nawet nie udaje próby jakiejś refleksji (choć pojawia się w nim kilka dodanych wstawek, choćby pytanie o mansplaining). Największą zmianą w stosunku do oryginału jest konsekwentny brak nagości (panie pływające w basenie są animowane, pojawiają się cieniste kostiumy lub piersi zaklejone czarną taśmą). Rzeczywiście filmowa nagość, mocno uprzedmiotawiająca kobiety, zestarzała się nienajlepiej, ciekawe w związku z tym, że zostawiono tekst, który także brzydko się zestarzał - protest Maksa przeciwko założeniu kolczyka, wyrażony słowami "Nie róbcie z nas pederastów". Zostając przy wątpliwościach - w filmie bohaterowie wtapiali się w kobiecy tłum, nawet nieszczególnie udając. Po prostu nikt się ich w kobiecym gronie nie spodziewał. Trudno natomiast uwierzyć, że ani jedna z mieszkanek podziemnego świata nie zwróciła uwagi na Alberta z gęstą brodą. Nawet nie próbowano tego jakoś ograć. Nie rozumiem też przerysowania niektórych momentów i kreślenia postaci oraz wydarzeń bardzo grubą kreską. Widać to zwłaszcza w scenie rozmowy Lamii z Babcią (graną przez Jadwigę Grygierczyk) oraz idiotycznego piszczenia aktorek w momencie odkrycia zerwanych jabłek. Czemu miało służyć pokazywanie grającego Jej Ekscelencję Grzegorza Sikory bez peruki na nagraniach (mówił słynne "Weź pigułkę") także pozostaje dla mnie zagadką.
A jednak spektakl ma kilka bardzo mocnych kart. Najmocniejszą są oryginalne żarty wywiedzione z filmu. One wciąż śmieszą i cieszą, brzmią po latach dobrze, nawet jeśli zabrakło próby odświeżenia pewnych sensów i znaczeń. Znakomicie sprawdzają się także aktorzy. Jak mówiłem, niezależnie od sensu umieszczania piosenek w spektaklu śpiewają je znakomicie, ale także aktorsko jest co podziwiać. Najlepszą rolę zbudowała moim zdaniem Ewa Dobrucka jako zimna i surowa Emma (to ona brawurowo wykonuje "Grandę"). Świetny jest Michał Czaderna jako Maks Paradys, a zmierzenie się z filmową kreacją Jerzego Stuhra było zapewne ogromnym wyzwaniem. Pomijając kwestie brody, Albert Starski w wykonaniu Piotra Gajosa także sprawdza się dobrze. Doskonale jako kobieta wypada wspomniany już Grzegorz Sikora w roli Jej Ekscelencji - szkoda, że jest na tyle rozpoznawalnym aktorem bielskiej sceny, że nikogo nie zaskoczy jego prawdziwa płeć (choć z drugiej strony - czy ktoś jeszcze nie zna filmowego oryginału?). Lamię Reno gra dobrze, choć dość powściągliwie, Żaneta Rus. Poza tym w spektaklu grają także Anna Guzik-Tylka, Marta Gzowska-Sawicka, Anita Jancia, Oriana Soika, Maria Suprun, Wiktoria Węgrzyn-Lichosyt, Jadwiga Grygierczyk, Ewa Stańczyk, Krystyna Zajkowska i Adam Myrczek (ten ostatni jako prof. Wiktor Kuppelweiser).
Podobała mi się funkcjonalna scenografia i kostiumy Anny Chadaj (może poza salą z próbówkami), multimedia, które stworzył Hektor Werios (choć ten animowany bocian nieszczególnie przypadł mi do gustu) oraz choreografia Iwony Runowskiej. Opracowanie muzyczne spektaklu to dzieło Łukasza Matuszyka.
Wbrew początkowym obawom bawiłem się więc całkiem dobrze. Jeśli jednak mam wybierać, Maks i Albert nadal najlepiej działają dla mnie na ekranie - i to film pozostanie moją ulubioną wersją ich historii.
Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10
Jeśli moja recenzja na coś Ci się przydała i cenisz sobie niezależny głos mówiący o teatrze z perspektywy zwykłego widza zapraszam do postawienia mi wirtualnej kawy klikając w link: https://buycoffee.to/kulturalnykonferansjer. Nawet kilka złotych stanowi dla mnie ogromną motywację i wsparcie. Zachęcam też do obserwowania moich profili na Facebooku, Instagramie oraz YouTube. Dziękuję, że tu jesteś! Do zobaczenia na teatralnych szlakach lub Twoim wydarzeniu, które mogę poprowadzić.
