JAROSŁAW CISZEK

Testosteron

Reżyseria: Witold Mazurkiewicz     Teatr: Teatr Polski w Bielsku-Białej
Data publikacji: środa, 18.02.2026

Ocena:   6/10

Testosteron

Film "Testosteron", do którego scenariusz napisał Andrzej Saramonowicz, wszedł do kin 19 lat temu (powstał na podstawie jeszcze starszego spektaklu). Pamiętam, że próbowałem go wówczas obejrzeć, ale ani mnie nie bawił, ani nie poruszał. Teraz miałem okazję zobaczyć jego teatralną odsłonę w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, wyreżyserowaną przez Witolda Mazurkiewicza. I pomijając, że nie śmiałem się zbyt często, mam wrażenie, że ten tekst bardzo brzydko się zestarzał.

Nie wszystko musi każdego bawić - to jasne. Jeśli macie dobre wspomnienia z filmem, pewnie tutaj też będziecie się śmiali. Ale wydaje mi się, że poziom wulgarnego seksizmu w tej męskiej dyskusji podczas niedoszłego wesela (panna młoda podczas zaślubin oznajmiła, że kocha innego) przekraczał pewną granicę. Lejący się strumieniami alkohol, przekleństwa i tematy seksualne - mam wrażenie, że kiedyś miało to większą siłę oddziaływania (choć skoro odbiłem się od filmu, może to kwestia nie czasów, a osoby), a teksty, które kiedyś mogły przechodzić bez echa (by podać inny przykład niż krytyka płci: namawianie, by pić wódkę, a nie wino, bo to nie jest "pedalska potańcówka") dziś wywołują opór przynajmniej we mnie. Ale nie było aż tak źle - i mnie część żartów, jak zwykło się mawiać, "siadło". Uczciwie dodaję też, że chyba byłem w mniejszości, bo śmiech po sali niósł się gęsto i perliście, choć ja częściej czułem zażenowanie. Czy takie rozmowy w męskim gronie się odbywają? Czy tak się pije na nieudanej imprezie? Pewnie tak, ale czy trzeba tak to pokazywać? Chyba, że mamy działać jak bohater "Samych swoich" (parafrazując): "jak ja się napatrzę, tak dobrze, i w nocy się przyśni, to tak nienawidzę tego seksizmu, że strach".

Przy czym - i to bardzo warte podkreślenia - w odróżnieniu od innych krytykowanych tutaj czasem komedii, ten spektakl jest nieźle wyreżyserowany i zagrany. To, że nie trafił w moje poczucie humoru to jedno, to, że w ogóle nie wiem czy dziś warto sięgać po ten scenariusz to drugie, ale aktorzy grają naprawdę dobrze, reżysersko też ta opowieść się spina i - na ile scenariusz pozwala - ma sens. Mam jeszcze tylko wątpliwości, co do mocno nierównego przedzielenia dwóch aktów antraktem. Do tego dobra oprawa plastyczna weselnej sali i dopasowanych doń strojów (za scenografię odpowiada Damian Styrna, za kostiumy Katarzyna Paciorek). Mamy też wątek muzyczny, bo panowie wspólnie grają i śpiewają hit disco-polo oraz tańczą całkiem miły dla oka układ taneczny (opracowanie muzyczne Jacek Obstarczyk, konsultacje choreograficzne Katarzyna Zielonka).

Z aktorów najlepsze wrażenie robią Grzegorz Margas (Tretyn) oraz Michał Czaderna (Kornel). Znakomici są także Tomasz Lorek (Fistach), Mateusz Wojtasiński (Janis) i Piotr Gajos (Robal). Sławomirowi Misce (Tytus) i Grzegorzowi Sikorze (Stawros) przypadły w udziale chyba najgłupsze i najbardziej wulgarne teksty, ale i oni ze swoich ról wywiązują się dobrze.

Jednego wieczoru obejrzałem w Bielsku dwa spektakle - "Tinę" w wyłącznie żeńskiej obsadzie oraz "Testosteron" w wyłącznie męskiej. I - choć akurat obie obsady trzymały znakomity poziom - zdecydowanie wybieram pierwszy z nich. Ale - jak zawsze - przekonajcie się sami i dajcie znać, czy do Was trafia taki "grubaśny" poziom żartów.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: