JAROSŁAW CISZEK

Beetlejuice

Reżyseria: Jacek Mikołajczyk     Teatr: Teatr Rozrywki w Chorzowie
Data publikacji: piątek, 22.05.2026

Ocena:   8/10

Beetlejuice

Beetlejuice, Beetlejuice, Beetlejuice - zaryzykujmy i powtórzmy trzykrotnie, bo czekałem naprawdę długo (bilety na spektakl kupiłem w czerwcu ubiegłego roku). Czekałem i prawie jestem usatysfakcjonowany. Ale sądzę, że będzie tylko lepiej!

Najpierw był kultowy film Tima Burtona z 1988 roku z genialną rolą Michaela Keatona (z nieudaną kontynuacją 2 lata temu). W 2018 roku na Broadwayu powstała wersja musicalowa (libretto: Scott Brown i Anthony King, muzyka i teksty piosenek: Eddie Perfect), która teraz trafiła do Polski jako koprodukcja warszawskiej Syreny i chorzowskiej Rozrywki w reżyserii i przekładzie Jacka Mikołajczyka. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, jak to jest być martwym i co można z tym zrobić.

Jeśli spodziewacie się burtonowskiej estetyki i szalonego humoru, to owszem, jest go sporo, ale mniej niż się spodziewałem. Nieco inaczej niż filmie są też rozłożone akcenty, co widać zwłaszcza w II akcie, który przez znaczą część bezlitośnie zmierza w stronę moralizatorskiej historii rodzinnej o trudnych relacjach. Spodziewałem się też większej ilości mocnych żartów. Ale i tak pośmiałem się mocno, zwłaszcza z ciekawych nawiązań do innych tytułów literackich, filmowych czy musicalowych (w tym wynikających z tłumaczenia, na przykład tekst o guźcu). Mam wrażenie, że spektakl potrzebuje jeszcze nieco się uleżeć, a aktorzy zrozumieć, że muszą zluzować nieco wrotki i poddać się w pełni temu szaleństwu. W paru momentach wymagających idealnej synchronizacji niestety zawodził jeszcze rytm (jak w kultowej scenie z piosenką "Banana song", od której oczekiwałbym absolutnej perfekcji i żelaznej, aktorskiej dyscypliny). Acz generalnie widzę, że powinno im to przyjść dość szybko, a niektórzy na stałe, lub przynajmniej momentami łapali ten tak potrzebny luz i brak zahamowań. Myślę, że żyć będzie także tekst, nawiązując do bieżących wydarzeń, i to zawsze jest znakomite (w moim spektaklu pojawiło się nawiązanie do odbywającego się dzień wcześniej koncertu Metalliki). Z zarzutów mogę jeszcze dodać, że w paru (na szczęście nielicznych) miejscach tłumaczenie wydawało mi się nieco chropowate, a szybszy śpiew powodował, że całkowicie umykała treść (nie wiem na ile to wina aktorskiej dykcji, a na ile teatralnej techniki). 

Świetna jest scenografia Mariusza Napierały uzupełniona o projekcje Tomasza Grimma, znakomicie wyglądają też te wielkie formy lalkarskie - znany z filmu smok czy gigantyczne dłonie. Bardzo dobrze wyglądają też kostiumy, które zaprojektowała Anna Adamek. Dzięki choreografii Barbary Olech można poczuć żywioł tego spektaklu - jest dokładnie taka, jakiej oczekuję od teatru muzycznego, czyli intensywna, kreatywna, różnorodna i pomysłowa. Nie zawodzą też dodatkowe efekty specjalne i pirotechniczne.

Aktorzy są wspaniali. Wielokrotnie pisałem tutaj, że należy dawać Rafałowi Talarczykowi, jednemu z lepszych, a jednocześnie jak sądzę bardziej niedocenianych głosów Teatr Rozrywki, większe role. Bardzo ucieszyłem się, gdy dowiedziałem się, że w musicalu zagra rolę tytułową (na zmianę z Dominikiem Koralewskim). Sprawdził się bardzo dobrze, choć liczę, że jeszcze z czasem będzie miał więcej luzu w niektórych scenach. To taka rola, że nie tylko można, ale wręcz trzeba jechać po bandzie i wykazywać się szaleństwem. Za to jego zmiany głosów z aktu I oraz mówiącą nieustanne "WTF?" minę w czasie przedślubnej piosenki Lydii zapamiętam na długo. Panie Rafale, jest Pan znakomitym Beetlejuicem. 

Znakomita była Marta Tchórzewska jako Lydia (dublura tej roli: Aleksandra Rowicka) - wygrywała dobrze zarówno momenty groteskowe, jak i te autentycznie wzruszające. Nawet w nieco przesadnie dramatycznych scenach rodzinnych wypadała wiarygodnie, a w dodatku ma w sobie nastoletni wdzięk, który uwiarygadniał jej postać.

Małżeństwo Barbary i Adama grali Aleksandra Dyjas (dublura: Wioleta Malchar-Orynicz) oraz Natan Nogaj (dublura: Hubert Waljewski). Są świetni od początku, w tym swoim zwyczajnym, domowym szaleństwie dwojga dziwaków, aż po końcowe zaangażowanie w misję ratowania Lydii. Natan jest tym aktorem, który chyba najbardziej w obsadzie zrozumiał, że im bardziej szalony będzie, im bardziej poluzuje mentalne wrotki, tym lepiej wyjdzie na tym jego postać i cały spektakl. To bardzo świadome szaleństwo i uporządkowany absurd.

W duecie, który jako Charles i Delia tworzą Paweł Stefan i Anna Surma scenę kradnie ta druga, która znakomicie wygrywa zarówno momenty paracoachingowe, strach, jak i nastoletnią wręcz radość, w chwili oświadczyn. Ta bohaterka po prostu da się lubić. Pan Paweł niestety mniej ma możliwości zabłyśnięcia, choć jako dobry ojciec, do którego docierają pewne prawdy wypada na tyle wiarygodnie, na ile pozwala mu tekst (drugą obsadę tych ról tworzą Jarosław Czarnecki oraz Paulina Magaj-Szpak). Niewiele do zagrania mają goście uroczystej kolacji i biznesowi partnerzy Charlesa, których grają Tomasz Jedz oraz Paulina Magaj-Szpak (którą dubluje Anna Surma - panie wymieniają się postaciami Delii i Maxine). Niewiele też do zagrania w swojej przerysowanej, ale jednowymiarowej i dość oczywiście wykreowanej postaci ma Sławomir Banaś (dublura: Piotr Brodziński), nie mniej tyle wystarczy mu, żeby kilkukrotnie wywołać szczery śmiech widowni. Wiele śmiechu wywołuje też jako Juno Izabella Malik, choć umówmy się - to nie jest najlepsza z jej ról, a śmiech wokół niej wynika raczej z tego, ze wcześniejszych dokonań i ogólnej sympatii do pani Malik (dubluje ją Dagmara Żuchnicka i... ciężko mi to sobie wyobrazić mówiąc szczerze, bo Izabela Malik to aktorka charakterystyczna i trudnozastępowalna). W zaświatową rolę Miss Argentyny wciela się Sofiia Popova, a całkiem spory trupi zestaw postaci w tle (niestety dość mocno zunifikowanych i trudnych do rozróżnienia czy zaistnienia) uzupełniają Joanna Możdżan, Alicja Witomska, Beata Wojtan, Rafał Gajewski, Michał Gucma, Bartłomiej Kardyś, Mateusz Sawiel, Przemysław Witkowicz, Katarzyna Osuch, Weronika Zięba, Agnieszka Saletra, Dawid Pilszek, Krzysztof Konopka, Wojciech Stawiarski i Paweł Majewski. Jest jeszcze wschodząca gwiazda musicalu, młoda Inka Michalik (dublura: Emilia Harnasz), która ma znakomity song otwarcia II aktu, z którego brawurowo wyciąga każdy element humoru.

Podsumowując: jeśli ktoś chce się pośmiać - jest to świetna propozycja. Spodziewałem się czegoś jeszcze mocniejszego, nie mniej i tak wyszedłem z teatru usatysfakcjonowany. Teatr Rozrywki na szczęście wraca do wysokiego poziomu prezentowanych na dużej scenie tytułów, po drobnej wpadce z nieudanym "Wilczym księżycem".

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: