JAROSŁAW CISZEK

Chłopcy z Placu Miarki

Reżyseria: Bartłomiej Błaszczyński     Teatr: Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach
Data publikacji: poniedziałek, 09.03.2026

Ocena:   8/10

Chłopcy z Placu Miarki

Śmierć Nemeczka, bohatera "Chłopców z Placu Broni", była dla mojego pokolenia (pewnie nie tylko) jednym z mocniejszych czytelniczych doświadczeń w pierwszych kontaktach z lekturami szkolnymi. Po klasyczny tekst młodzieżowej powieści sięgnęła Katarzyna Błaszczyńska, która rozwinęła go o nowy wątek i osadziła w śląskim kontekście. Tak powstał spektakl "Chłopcy z Placu Miarki" grany na scenie kameralnej Teatru Śląskiego, który wyreżyserował Bartłomiej Błaszczyński.

Są takie miejsca, które choć opuściliśmy dawno temu, to nigdy z nich nie wyszliśmy mentalnie. To refleksja, od której zaczyna się spektakl. Bohater historii wraca do rodzinnych Katowic, które opuścił przed laty, by jeszcze raz zmierzyć się z wydarzeniami, które ukształtowały jego dzieciństwo. Przeszłość ożywa piękną historią o honorze i przyjaźni. Choć nieco rażą dziś trącące myszką militarne nawiązania (Czy dzieci dziś chętnie bawią się w wojnę? Czy mają takie przywiązanie do "swoich" miejsc w mieście?) wiemy doskonale, że to opowieść sprzed lat - tragicznie zakończona, której finał bardzo chciałoby się zmienić. Młodzieżowe historie grane przez dorosłych aktorów mogą wypadać naiwnie czy wręcz cringowo, ale tu udało się tego uniknąć. Mądry tekst i reżyseria oraz szacunek, z jakim potraktowano literacki oryginał, naprawdę zasługują na docenienie. 

Wielką siłą spektaklu jest obsada. Najmocniejsze wrażenie robi Katarzyna Błaszczyńska jako Nemeczek (warto zaznaczyć, że to nie kolejna feminizacja męskiej postaci) - jest silna w kruchości i krucha w sile, jej duma w starciu z dowódcą czerwonych koszul oraz zdrajcą jest niezwykle wiarygodna. Dodatkowo zapadają w pamięć sceny ze stawem i rozbryzgującą się z jej krótkich włosów wodą. Błaszczyńska wykreowała jedną z najbardziej wiarygodnych postaci dziecięco-młodzieżowych, jakie widziałem, w wykonaniu dorosłego aktora. Ogromne brawa za jej siłę i wyczucie!

Brawa należą się też Arkadiuszowi Machelowi oraz Michałowi Piotrowskiemu, którzy wykreowali łącznie 10 postaci - co ciekawe wielokrotnie będących na scenie równocześnie! Ta umowna multiplikacja bohaterów, pomysł z ich "przetaczaniem" się w szeregu i symboliczne zaznaczenie o kogo chodzi przez gest czy sposób mówienia sprawdzają się znakomicie i działają na wyobraźnię. Jako Boka świetnie sprawdził się też Michał Rolnicki, choć najbardziej podobał mi się nie w początkowej nostalgii czy młodzieżowości, ale prezentując swój talent komediowy jako nauczyciel. Jego zapowietrzanie się i siła ekspresji sprawiły, że przezabawna scena (widać, że sami też bawią się w niej znakomicie) stanowiła oddech w opowieści o walce, honorze i przyjaźni, jednocześnie nie niszcząc zbudowanego klimatu. Nieco mniej do zagrania ma Marcin Szaforz jako Feri Acz, który jednak jako sprawiedliwy przywódca, a potem dojrzały człowiek uwięziony w przeszłości, także wypada dobrze.

Pochwalić trzeba ruch sceniczny i choreografię, za które odpowiedzialni byli Patrycja Paczos, Aleksandra Radkowska i Hanna Stawczyk oraz muzykę Jakuba Adamiaka. Największe zastrzeżenia w spektaklu mam do jego oprawy plastycznej (scenografia i kostiumy to dzieło Soni Singsavang). Choć dekoracja nie wygląda źle to zastanawiam się nad jej konceptem: czemu w miejscu akcji jest aż tak brzydko i brudno... Wydaje mi się to kolejnym utrwalaniem negatywnych stereotypów na temat Katowic i Śląska. Domyślam się, że miało to wzmocnić obraz kontrastu teraźniejszości z idealizowanym dzieciństwem, nie mniej nieco mnie ta wizja uwiera (zwłaszcza w kontekście spektakli granych poza Śląskiem). Dodatkowo, choć pomysłowe dwustronne kurtki sprawdziły się świetnie, to diabelskie maski i strój Feriego Acza zupełnie mnie nie przekonały.

Generalnie to naprawdę solidna propozycja, mająca szansę przemówić do młodych widzów, ale poruszająca także starszych. Z jednej strony nie jest to proste żerowanie na nostalgii ani też klasyczna adaptacja, z drugiej - udało się zachować fabułę i ducha oryginału. No i można się zadumać z ilu miejsc naszego dzieciństwa i młodości my nie wyszliśmy, ile wstydów, przewin i żali nosimy w sobie jako bagaż przez całe życie.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: