JAROSŁAW CISZEK

Między nogami Leny, czyli "Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny" według Caravaggia

Reżyseria: Agata Duda-Gracz     Teatr: Teatr Śląski im. S. Wyspiańskiego w Katowicach
Data publikacji: poniedziałek, 26.01.2026

Ocena:   5/10

Między nogami Leny, czyli "Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny" według Caravaggia

"Czy ten teatr jest dla ludzi?" - takie zdanie zapisałem w swoim notatniku po 30 minutach spektaklu "Między nogami Leny, czyli <<Zaśnięcie Najświętszej Marii Panny>> według Caravaggia" w Teatrze Śląskim w Katowicach. Po godzinie byłem pewny, że nie jest. Dawno żaden spektakl nie zmęczył mnie tak bardzo swoją nadętą pozą, spod której ziała pustka. I choć wieszczę mu zestaw nagród i zachwytów krytyków, jako zwykły szary widz poległem w starciu z tą sztuką.

Tekst, reżyseria, scenografia i kostiumy to dzieło Agaty Dudy-Gracz. Dotychczas oglądałem jej dwa spektakle: "Proszę Państwa, Wyspiański umiera" w Teatrze Słowackiego mnie zachwycił, a katowicki "Odys i świnie czyli opowieść mitomana" znużył i rozczarował (choć plastycznie prezentował się znakomicie). Tym razem bohaterem jest Michelangelo Merisi da Caravaggio - żyjący na przełomie XVI i XVII wieku artysta, reformator malarstwa, wizjoner i awanturnik. Jego obrazy zna każdy (nawet jeśli nie zawsze umie je przypisać do nazwiska autora), z biografią jest gorzej, więc wiedząc, że poprzeczka będzie zawieszona wysoko, przed spektaklem przeczytałem trochę opracowań o autorze i jego dziełach. Domyślam się, że autorka nie tylko jest zafascynowana Caravaggiem, ale o każdym z obrazów i większości epizodów z życia mogłaby sama napisać książkę. Ale ta estetyzacja staje się twórczością trochę "sobie a muzom". Nie tylko wśród krytyków znajdą się zapewne wielbiciele takiego teatru i ja to w pełni rozumiem, acz pozostaję nieczuły, bo mam wrażenie, że zieje stamtąd pustka. W dodatku Duda-Gracz gra znaczonymi kartami - momentami nie mogłem pozbyć się wrażenia, że oglądam "Proszę Państwa, Caravaggio umiera", a część wyborów estetycznych zdawała się nie mieć żadnego sensownego uzasadnienia w dalszej części spektaklu (a przynajmniej takiego, które przeciętny widz jest w stanie dostrzec, jak chociażby tyleż atrakcyjne, co niewnoszące wiele wprowadzanie widzów ze świecami i uciszanie).   

Seks i miłość są ogromnym  źródłem natchnienia, malarz sakralizuje codzienność, z chaosu zwyczajnych scen wyłonić może się mistyka - oto tezy, które przez dwie godziny sprzedaje nam spektakl. Dość wyświechtane i błahe jak na ten czas i zastosowane środki, tym bardziej, że niektóre epizody, jak scena w karczmie ciągną się wprost niebotycznie. No i oczywiście mamy paszkwil na religię, a może tylko na Kościół, wypełniony zdemoralizowanymi hierarchami i potępiający wszelką inność myśli (Giordano Bruno jako koronny argument - za dużo razy to słyszałem i czytałem w przeróżnych miejscach). Wysublimowania w tej krytyce nie ma żadnego, niewiele jest go też w humorze, jakim czasem podlewane są sceny. Owszem, żart z pomyleniem Michałów Aniołów jest śmieszny, ale powtórzony kilkanaście razy raczej mnie irytował.

Znakomite absolutnie są podkreślone światłem momenty odtwarzania na scenie kolejnych obrazów - mamy "Judytę odcinająca głowę Holofernesowi" i "Niewiernego Tomasza" z ciekawym biblijnych wprowadzeniem bohaterów, „Powołanie św. Mateusza”, "Ścięcie św. Jana Chrzciciela", "Chłopca z koszem owoców", "Złożenie do grobu", "Ofiarowanie Izaaka", św. Hieronima (w dwóch wersjach) oraz sporo innych dzieł, także innych autorów epoki, a wreszcie tytułowe "Zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny", gdzie jako Bogurodzicę autor umieścił swoją ukochaną. Aktorzy naprawdę robią w tych momentach cuda, a światło, za którego reżyserię odpowiada Katarzyna Łuszczyk tworzy klimat mistyczny. Wyłanianie tych obrazów z chaosu codzienności to też ciekawa myśl, ale to nieco za mało, by spektakl działał. Sporo też nagości, głównie męskiej - pytanie czy koniecznej (głównie w wydaniu Bartosza Rocha Nowickiego, który nago spędza na scenie jakieś 2/3 spektaklu). Zapewne każdą moją wątpliwość autorka byłaby w stanie rozwiać, przedstawić konteksty i nawiązania, jednak uważam, że spektakl powinien bronić się sam, bez konieczności dodatkowego tłumaczenia każdego gestu. Osobnym tematem jest barokowa muzyka grana na historycznych instrumentach, za którą odpowiadał Łukasz Wójcik-Zawierucha. I nie wiem czy to znudzenie spektaklem potęgowało niechęć, czy historyczny strój instrumentów wywoływał dysonans - dość, że nie była dla mnie pozytywnym dodatkiem do widowiska. 

Zespół aktorski dwoi się i troi i ciężko mu coś zarzucić, poza brakiem wyraźnego sensu niektórych działań. Rozbudowany o gości (Krzysztof Głuchowski, dyrektor krakowskiego Teatru Słowackiego jako św. Piotr to wręcz rodzaj cameo, więcej do zagrania jako Caravaggio ma Krzysztof Wrona, który bywa naprawdę przejmujący, zwłaszcza w ostatnim monologu, do tego wspomniany już nagi Bartosz Roch-Nowicki i jego włosy, zasługujące na osobne wspomnienie) ma niełatwe zadanie, z którego mimo wszystko się wywiązuje, acz aktorów można w zasadzie wymienić na jednym oddechu, bo poziom jest wyrównany: Nina Batovska, Aleksandra Bernatek, Jakub Fret, Marcin Gaweł, Karina Grabowska, Jan Jakubik, Anna Kadulska, Paweł Kruszelnicki, Ewa Leśniak, Agnieszka Radzikowska, Violetta Smolińska, Dawid Ściupidro, Artur Święs i Kateryna Vasiukova.

To spektakl nadmiaru i braku - za dużo tutaj ozdobników i za mało treści. Całość jest nierówna, przeestetyzowana i bełkotliwa, wątki się rwą, a publicystyka odziana w historyczny kostium irytuje. Dla mnie to niestety ciężkostrawne widowisko, choć może po prostu nie dorosłem do tej sztuki. Jeśli kogoś spektakl zachęci, by zagłębić się w wielkie malarstwo, będzie to sukces. Ale i bez tego warto oglądać twórczość mistrzów pędzla, która zdaje się nie wymaga takiego komentarza i sama mówi zwykle więcej, lepiej i ciekawiej. I naprawdę żałuję, że - chcąc być przede wszystkim szczery wobec siebie i Was - muszę tak napisać. Jeśli oglądaliście - dajcie znać, jakie emocje Wam towarzyszyły. Zawsze jestem tego ciekaw, ale tu szczególnie. 

 Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: