JAROSŁAW CISZEK

Bezimienne dzieło

Reżyseria: Jan Englert     Teatr: Teatr Telewizji TVP
Data publikacji: poniedziałek, 31.08.2026

Ocena:   8/10

Bezimienne dzieło

Na zakończenie przygody z minionym sezonem Teatru Telewizji, na tydzień przed emisją znakomicie się zapowiadającego "Króla Maciusia Pierwszego" (zacznie on nowy sezon 2026/2027 największej sceny świata) zapraszam na ostatnią recenzję z mojego cyklu. To "Bezimienne dzieło" Witkacego w reżyserii Jana Englerta. Wybitny aktor nie pierwszy raz sięgnął po ten tekst. Czy rzeczywiście jest on dziś aktualny?

Nie jestem wielbicielem ani znawcą Witkacego, ale trzeba przyznać, że to pięknie zrealizowana i wybitnie zagrana opowieść. "IV akty dość przykrego koszmaru" (jak głosi podtytuł sztuki) dają aktorskiej śmietance szansę udowodnić swój kunszt. Wszyscy grają uroczo teatralnie, z lekką przesadą pasującą do tej realizacji prowadzonej bardzo świadomie i konsekwentnie (te przeszywające spojrzenia wprost w kamerę).

To opowieść o rewolucji, która pożera własne dzieci, zdradzie, miłości, ofierze oraz sztuce (i wyższości muzyki nad malarstwem, lub odwrotnie). To także piękny traktat o oderwanych od społeczeństwa i logiki elitach - w tym zakresie zawsze aktualny i wart przypomnienia.

Fenomenalny jest Maciej Stuhr jako Plazmonik, zwłaszcza w więziennej scenie z kongenialną Justyną Kowalską (Róża van der Blaast). Świetni są Grzegorz Małecki (Cynga), Arkadiusz Janiczek (Virieux), Ireneusz Czop (Girtak), Dominika Kluźniak (Klaudestyna), a także Beata Ścibakówna (księżna) i najmłodszy z obsady, dotrzymujący jednak kroku starszym aktorom Mateusz Tomaszewski (książę). Nieco gorzej spisują się (choć oczywiście nikt tu nie schodzi poniżej pewnego poziomu, to raczej zarzut o pewien "autopilot") Daniel Olbrychski (Plazmodeusz) oraz - co ciekawe - sam reżyser, Jan Englert (pułkownik Manfred). W spektaklu grają też Gabriela Kowalewska, Anna Ułas i Jakub Sasak.

Przepiękna jest scenografia Arkadiusza Kośmidera oraz kostiumy Doroty Roqueplo. Muzykę do spektaklu skomponował Piotr Moss, a za zdjęcia i montaż odpowiadają odpowiednio Piotr Wojtowicz i Milenia Fiedler.

Teatralna rozprawa o rewolucji i sztuce nie jest miła, lekka i przyjemna, choć przez realizacyjną formę i aktorskie przerysowanie wywołuje uśmiech. Ale przede wszystkim daje możliwość podziwiania aktorskiego kunsztu i zaprasza do refleksji na wciąż aktualne tematy.

Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10


Recenzja wideo:


Galeria: