Kto chce być Żydem?
Reżyseria: Wojciech Malajkat Teatr: Teatr Współczesny w Warszawie
Data publikacji: wtorek, 03.02.2026
Ocena: 8/10
Marek Modzelewski, jak chyba nikt inny w polskim teatrze, potrafi pisać spektakle komediowe, podszyte gorzkim sądem nad polskimi (a może w ogóle ludzkimi) przywarami. To portret współczesnych klas wyższych (lub aspirujących), gdzie spod idealnej fasady wychodzą skrywane i zepchnięte w kąt lęki, śmiesznostki, małostkowość i zakłamanie. Nie inaczej jest w "Kto chce być Żydem?", który w Teatrze Współczesnym w Warszawie wyreżyserował Wojciech Malajkat.
To spotkanie trzech par: Eliza i Karol goszczą u siebie przyrodniego brata gospodyni, Marka, i jego partnerkę, Ilonę. Czekają także na mieszkającą w USA córkę Karolinę, która chce przedstawić rodzinie swojego sporo starszego partnera wyznania mojżeszowego - Daniela. Powodem rodzinnej wizyty jest też profesorska nominacja pani domu oraz jej mocno kontrowersyjna decyzja... nie psujmy sobie spektaklu spoilerami, dość powiedzieć, że dzieje się tu całkiem sporo. Choć na córkę i jej partnera musimy czekać aż do II aktu, intensywność rozmowy oraz trafność dyskusji o tym co jest, co nie jest, a co może być uważane za antysemityzm (to tylko jeden z tematów) wciąga bez reszty i bawi. I choć momentami sztuka wrzuca w tekst za dużo prowadzących donikąd wątków (zwłaszcza w drugiej części), a i pojawiająca się rodzinna historia z wojennych czasów wypada nieco mało przekonująco i wiarygodnie, i tak spektakl to mądra rozrywka, dobrze łącząca śmiech z gorzką refleksją.
Wielka w tym zasługa świetnych aktorów. Najbardziej przekonał mnie do siebie grający Marka Cezary Łukaszewicz, który wraz z głupiutką partnerką graną przez Barbarę Wypych bardzo udanie wymykają się stereotypizacji swoich postaci. I choć jej karykaturalne "ja bynajmniej tak uważam" bawi, to jest w tej postaci pewna szczera zadziorność, której nie sposób nie lubić oraz życiowa intuicja. Także on - kibol niestroniący od kieliszka - zagrany jest z dużym wyczuciem. Momentami autentycznie groźny, to znów starający się rozluźnić atmosferę, w czym przeszkadza mu coraz bardziej alkoholowe zamroczenie.
Rolę Karola grają na zmianę Andrzej Zieliński i Michał Staszczak i choć bardzo chciałem zobaczyć pierwszego z nich, rola Michała Staszczaka zagrana została naprawdę znakomicie. Jego utrzymujące się sceniczne 37 stopni Celsjusza autentycznie cieszy i dodaje życia do każdego dialogu, w którym bierze udział. Rolę Elizy grają Izabela Kuna oraz Monika Kwiatkowska i znów choć nie udało mi się trafić na bardziej znaną aktorkę, zobaczyłem rolę wiarygodną, ciekawą i zajmującą. Nieco mniej do zagrania mają Ewa Porębska (Karolina) oraz grający w dublurze Daniela Krzysztof Dracz i Krzysztof Stelmaszyk (widziałem drugiego z nich), ciężko jednak do czegoś tu się przyczepić. Nieco tylko przerysowane, realistyczne aktorstwo stanowi wielką siłę tego spektaklu.
Na pochwałę zasługuje też dopełniająca realizmu scenografia autorstwa Wojciecha Stefaniaka, oraz dbałość o rekwizyty (np. prawdziwe przekąski).
To spektakl dla każdego, poszukującego inteligentnego humoru i świetnego aktorstwa, a i inne teksty Modzelewskiego (czekamy na tegoroczną premierę) warto mieć na uwadze.
Ocena spektaklu: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐⭐/10
